wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 5

Harry wyszedł z łazienki a ja nadal stałam jak wryta. On chyba zapomniał o tym co się tu stało, nadal byłam w szoku. Nie ważne jest to co wtedy czułam, nie ważne jest to co wtedy pomyślałam. Ważne jest to, że musiałam wyjaśnić z nim dużo rzeczy, ta rozmowa ciągła się w nieskończoność. Nie lubiłam takich rozmów w którym każde z nas cierpiało, i wiedziałam to od początku, ale musiałam mu powiedzieć co czuje. Musiałam mu powiedzieć, że nie podoba mi się jego zachowanie. Nie to obiecywałam Sobie od początku. Nie tak chciałam żeby to wyglądało. Postanowiłam poczytać jakąś książkę, musiałam zapomnieć o tym co czuję przynajmniej na czas kiedy on brał prysznic. Wzięłam do ręki lekturę i siadłam wygodnie na brzegu łóżka. Udało mi się zapomnieć o wszystkim co mąciło w mojej głowie, nawet gdy Harry wyszedł już z łazienki. To bardzo pomagało. Patrzałam na każdy jego krok, i na każdy jego ruch. Chyba to zauważył, ale wtedy nawet o tym nie myślałam. Chłopak zwinnym ruchem podszedł do grzejnika, po czym rozwiesił na nim mokry od kąpieli ręcznik. Był w samych dresach, nie mogłam oderwać wzroku od jego mokrego jeszcze wtedy torsu. Czekałam tylko na to, aż podejdzie do szafki i wyciągnie jakąś bluzkę, niestety mogłam czekać w nieskończoność, chłopak chyba nie miał takiego zamiaru. 
-Harry, myślę że powinieneś coś jeszcze na Siebie ubrać.-powiedziałam nadal trzymając nos w książce.
-Jak wolisz, myślałem że odpowiada Ci mój ubiór.-widziałam jak podchodzi do szafki i ubiera szarą bokserkę, mogę powiedzieć że zrobiło mi się lżej na duszy, przynajmniej nie musiałam patrzeć na jego nagi tors. Nagle poczułam jak ktoś koło mnie siada. Ja nadal nie przestawałam czytać, siedziałam jakby nic się nie stało. Kiedy poczułam jego umięśnioną rękę na moim ramieniu, wiedziałam że zaszło już za daleko. Odepchnęłam go, po jego minie widziałam że nie wiedział dlaczego to zrobiłam.
-Coś się stało?-nie myliłam się, z jego oczu można było wyczytać każdą jego myśl. Można było wyczytać wszystko... zło, smutek, cierpienie. Tak samo jak radość. Nie dało się tego ukryć.
-Harry, myślę że musimy porozmawiać.-odparłam z lekkim drganiem w głosie po czym wstałam i odłożyłam książkę. Nie usłyszałam odpowiedzi. Podeszłam na łóżku i usiadłam po turecku, nie za blisko, ale też nie za daleko żeby nie czuł się skrępowany, a za razem nie mógł wykonać żadnego ruchu który wprawiał mnie w osłupienie. 
-Jeśli musimy...-widziałam jak jego oczy zalewa smutek, chyba podejrzewał jaki temat chce poruszyć-to zamieniam się w słuch. 
-Widzisz Harry, ja nadal nie zapomniałam.-powiedziałam po czym zaczęłam żałować tego że wogóle poruszyłam ten temat.
-Zoe, o co chodzi?
-Nie uważasz że to wszystko za szybko się dzieje? Chodzi mi o to co stało się tu przed chwilą.
-Zoe... minął już prawie rok. 
-Dobrze, ale my jesteśmy w zgodzie od tygodnia. Harry wydaje mi się, że nie powinieneś tak szybko tego zaczynać, wiem że obydwoje nie ochłonęliśmy po tym co się stało.-brunet siedział i uważnie słuchał każdego mojego słowa. Chyba nie zdawał Sobie sprawy że to dopiero początek.- wydaję mi się...-nawet nie dał mi dokończyć, po czym zaczął Swoje.
-Tu nie jest ważne to co Ci się wydaje, tylko to co oboje czujemy. Jesteś dla mnie bardzo ważna, wiesz o tym, usłyszałaś to już wiele razy. Ale ja z Twoich ust także usłyszałem wiele razy że nie dasz mnie skrzywdzić. Przepraszam, jeśli sprawiłem Ci ból moim zachowaniem, ale chciałem...-przerwał na chwilę i widziałam zmieszanie na jego oczach.-ja po prostu chciałem trochę poprawić nasze relacje.
-Według mnie nasze relacje są bardzo dobre Harry.-wiedziałam o co mu chodziło, ale chciałam to za wszelką cene ukryć. 
-Oj Zoe, wiesz że nie o to mi chodzi. Chodzi mi o to że... żeby nasze relacje nie zakończyły się na "przyjaciel/przyjaciółka". Chciałem coś więcej. Wiem, że nie jesteś taka jak inne, wiem że jesteś zwykłą dziewczyną tylko kimś kto może zmienić moje życie, może sprawić żeby na mojej twarzy pojawił się uśmiech, żeby ktoś chodź w jednej setnej zapełnił moje popękane serce. Chce normalnie usypiać, bez problemów i rozmyśleń o tej samej osobie... o najważniejszej osobie w moim życiu. Wiem, że możesz zrozumieć to tak jakbym chciał żeby ktoś zajął jej miejsce...- widziałam ile bólu sprawia mu to co mówi. Nagle zauważyłam jakąś pojedynczą łze na jego policzku, ale i tak nie chciałam mu przerywać.- ale Zoe to nie jest tak. Ja chce normalnie żyć. Nie chce tego robić na siłę, ale ja czuje że to ty jesteś osobą dzięki której jest to możliwe.-po tych słowach nie wiedziałam co powiedzieć. Co prawda przeczuwałam że chce powiedzieć mi coś w tym stylu, ale to dotarło do mnie milion razy bardziej. 
-Wydaje mi się po prostu, że jeśli nic do Siebie nie czujemy to nie ma sensu. 
-A nie czujemy?-zapytał z nadzieją w głosie. Po tych słowach nie odzywałam się dłuższy czas. Dudniły po moim umyśle bardzo dosadnie. Skąd ja miałam wiedzieć co czuje? Nie byłam pewna w tamtej chwili niczego. Nagle przypomniało mi się co czułam kiedy mnie dotykał. Przypomniało mi się jak czuje się kiedy mówi do mnie rzeczy których nigdy nie słyszałam z jego ust. Przypomniało mi się jak tęskniłam za nim kiedy byłam tam, w tym okrutnym miejscu wśród tych okrutnych ludzi. Tęskniłam za nim, miałam nadzieje że to ON przyjdzie i to ON mnie uratuje. Nie kto inny...
-Nie musisz odpowiadać Zoe. Czuje że to nie jest jedyny problem dla którego chciałaś porozmawiać.
-Harry, ja... pamiętasz tamten dzień, kiedy poszłam na "randkę" z Piterem?
-Nie zapomnę.
-Widzisz... ja chciałabym żebyś wytłumaczył mi o co chodzi. Ja nadal nie wiem gdzie byłam, skąd wiedziałeś że tam jestem, i co ty o tym wszystkim wiesz? 


________________________________________________________________________________
Oczami Harrego

Przyznam szczerze, że to pytanie wbiło mi nóż w serce. Co ja miałem powiedzieć? Pozostawało mi powiedzieć prawdę.
-Widzisz piękna, to nie jest takie proste. To są źli ludzie, bardzo źli. Nie mają za grosz uczuć, co pewnie zauważyłaś. Oni... gwałcili Zu. Chcą się odegrać bo stracili to co najważniejsze. Zastanawiasz się teraz czemu ona Ci tego nie powiedziała? To proste. Nie chciała żebyś się martwiła. To nie jest teraz ważne, ważne jest to co chcą robić dalej. Chcą kontynuować to co zaczęli... na Tobie.-wiedziałem, że tymi słowami wbiłem jej nóż w serce. Jest taka bezbronna, widziałem jak po jej policzku strumykiem płynęło kilka słonych łez.-Dlatego muszę Cię chronić, bez względu na to co o tym myślisz. Wiem co teraz czujesz Zoe, ja czuje to samo. Teraz twoje serce w połowie jest moim. Teraz ja czuje to co ty. Też czuje ten ból, też czuje tą złość. 

_________________________________________________________________________________
Oczami Zoe

Nie wierzyłam w to co mówił. Jak Zu mogła mi tego nie powiedzieć? Była dla mnie najważniejsza.
-Proszę Cię nie płacz. W Twoim życiu dużo się zmienia i będzie zmieniać, na to musisz być przygotowana. Ale pamiętaj, będę Ci to powtarzał już zawsze- masz mnie.-po tych słowach poczułam tylko jak mocno przycisnął mnie do Siebie po czym objął ramionami. Chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie, teraz przynajmniej mogłam zapomnieć o tym co się dowiedziałam. 
-Harry... ja-moje słowa przerwał Harry, który nagle wstał z łóżka i wziął mnie na ręce, nie wiedziałam co chce zrobić. Położył mnie na łóżku, po czym przykrył kołdrą. Odszedł na chwilkę po czym usłyszałam jak zapala lampkę nocną. Obszedł łóżko naokoło i poczułam tylko jak ktoś kładzie się obok mnie. Ciepło bijące z jego ciała paraliżowało mnie z góry na dół, poczułam zapach jego wody do golenia. Nagły impuls spowodował że musiałam odwrócić się twarzą w jego stronę. 
-A co ze szkołą?-zapytałam półgłosem.
-Chyba na razie będziemy musieli przerwać studia. Nie ma innego wyjścia, przykro mi Zoe. Wyprzedzam twoje pytanie- na razie będziesz mieszkać u mnie. Przepraszam że o wszystkim decyduje za Ciebie, ale nie mam wyboru. 
-Harry, ja dziękuje.
-Wiesz dobrze że nie masz za co. Robię to bo nie wyobrażam Sobie żeby coś mogło Ci się stać. Śpij już, proszę Cię. I nie zaprzątaj Sobie tym głowy.-zaraz po jego słowach spojrzałam na zegarek który wskazywał pierwszą nad ranem. Nawet nie wiedziałam że tak bardzo straciliśmy poczucie czasu. Cały czas leżeliśmy w takiej pozycji patrząc Sobie w oczy. Myślałam nad wszystkim, myśli kotłowały się w mojej głowie niesamowicie dużą ilością. 

***

Kiedy się obudziłam bruneta już koło mnie nie było. Zostawił tylko kartkę: 'zaraz wracam, poszłem do sklepu.' No i to wszystko wyjaśnia, mój plan udał się w stu procentach, tak jak zaplanowałam. Wzięłam walizkę i spakowałam wszystkie rzeczy który Harry przywiózł tamtego wieczoru, nie było ich dużo. Zeszłam na dół, i zaczęłam pisać. Postanowiłam nie mówić mu w twarz tego co czuję tylko zostawić list. Nie miałam innego wyjścia, nie wytrzymywałam psychicznie. Wychodząc ostatni raz spojrzałam na puste mieszkanie, nadal unosił się tam jego zapach, niepowtarzalny. Po wyjściu wyciągnęłam telefon, wykręciłam numer na taksówkę i wsiadłam to samochodu. 

_________________________________________________________________________________
Oczami Harrego.


Wszedłem do mieszkania, zdjąłem buty i poszłem w stronę kuchni. Obłożyłem zakupy i udałem się na górę by sprawdzić czy Zoe nadal śpi. Wchodząc do pokoju podniosłem z ziemi jej bluzkę, to chyba znaczyło że się przebierała. Moim oczom ukazała się jakaś koperta położona na złożonej w kostkę pościeli. Usiadłem na łóżku i zacząłem czytać. 

              Harry, przepraszam Cię za to co robię, ale nie mam innego wyjścia. Muszę odpocząć i przemyśleć wszystko jeszcze raz. Nie szukaj mnie, wrócę za niedługo, obiecuję. 
Zoe.


-Gdzie ona kurwa jest?-wykrzyczałem sam do Siebie. Po mojej głowie krążyło tysiące czarnych scenariuszy. Co jeśli to nie ona napisała ten list? Co jeśli ktoś ją do tego namówił? Co jeśli nie wróci? Nie myślałem nawet, tylko wyjąłem telefon w tylnej kieszeni moich spodni i z pamięci wykręciłem jej numer. Poczta, tego się mogłem spodziewać. Zoe, co ty robisz... Nie myślałem dłużej, zadzwoniłem do mojego przyjaciela- Joss`a. On zawsze wiedział jak mi pomóc, zawsze mogłem na niego liczyć.
-Hallo?-odezwał się głos po drugiej stronie słuchawki
-Stary przyjedź tu szybko.-powiedziałem bez namysłu.
-Co się dzieje?
-Przyjedź do mojego domu!-krzyknąłem do słuchawki
-Zaraz będę.-usłyszałem głos po drugiej stronie słuchawki, i zaraz po tym się rozłączyłem. Każda sekunda ciągnęła się w nieskończoność, ostatni raz martwiłem się tak... Dokładnie 12 miesięcy temu...

Zwiastun część 1



I jest zwiastun części 1! Przepraszam że dodałam dopiero teraz, ale wcześniej nie mogłam jakoś tego wszystkiego ogarnąć.

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 4

Weszłam do domu, odłożyłam plecak na bok, i od razu skierowałam się w stronę kuchni. 
-Cześć mamo-powitałam ją z siarczystym uśmiechem na twarzy.
-O witaj kochanie, siadaj. Jak tam w szkole?-słysząc te słowa myślałam tylko o naszej "rozmowie" z Harrym, a raczej nie rozmowie, tylko kłótni, ale nie mogłam jej tego powiedzieć.
-Dobrze, biorę udział w Olimpiadzie naukowej.
-Wspaniale! Bardzo się ciesze. Masz teraz dużo nauki prawda?
-No niestety... postaram się jak najlepiej przygotować nie martw się.-widziałam na jej twarzy soczysty uśmiech, cieszyła się. Zaraz po tym tuż przede mną stał talerz z jedzeniem.
-Przy Tobie nie grozi mi zagłodzenie-powiedziałam, po czym oby dwie wybuchłyśmy śmiechem. Nagle ocknęłam się po czym przypomniałam Sobie o spotkaniu z Jackiem kiedy usłyszałam wibrację telefonu w mojej tylnej kieszeni. 
-Tak? 
-Cześć piękna-usłyszałam po drugiej stronie słuchawki. Poczułam jak moje policzki zaczynają się czerwienić.-i jak z tym spotkaniem, nadal aktualne?
-Aktualne.-odpowiedziałam. Szczerze? wiedziałam że zadzwoni, od razu wydawało mi się że nie jest taki jak inni. 
-Będę za godzinę pod twoim domem, podasz adres?
-Wall Strett 3/4
-Do zobaczenia.-usłyszałam po drugiej stronie słuchawki, po czym szybko pognałam do szafy wybrać ubrania. Zdecydowałam się na czarne rurki i luźny biały sweter, do tego na szyję zawiesiłam długi naszyjnik z serduszkiem. Na nogi założyłam białe conversy. Kiedy byłam już gotowa, zeszłam na dół żeby pożegnać się z mamą. 
-Kochanie wyglądasz pięknie-usłyszałam ciepły głos mamy.
-Dziękuje-zaraz po tych słowach dało się usłyszeć dzwonek do drzwi.-Otworze-krzyknęłam i podeszłam do drzwi. Wzięłam mocny wdech i wydech, po czym otwarłam drzwi, nie wiem dlaczego ale denerwowałam się. 
-Wyglądasz zabójczo-usłyszałam zaraz po wychyleniu się zza drzwi. 
-Dziękuje, idziemy? 
-Jasne-zaraz po tych słowach pożegnałam się z mamą i poszłam w stronę auta. Widziałam tylko jak Piter wyprzedza mnie, tylko po to żeby otworzyć mi drzwi. Zachował się jak dżentelmen. 
-Pozwól, że zabiorę Cię w pewne miejsce. Wiem, że umawialiśmy się że mnie oprowadzisz ale to jest bardzo romantyczne miejsce, zgadzasz się?-powiedział po czy przytaknęłam.
-Mam jeszcze jedną prośbę. Założysz tą opaskę na oczy? Chciałbym żeby to był dla Ciebie niespodzianką.
-Nie wiem, nie wiem...-powiedziałam z pewną irytacją i radością w głosie.
-No proszę.-zaraz po tych słowach zgodziłam się, był tak uroczy że nie mogłam się mu oprzeć. Czułam tylko jak zakłada mi jakiś czarny materiał i zaplata wokół głowy. Zaraz po tym usłyszałam dźwięk zapalanego silnika. Jechaliśmy około 20 minut, przez całą drogę nikt się nie odzywał.
-Mogę wiedzieć gdzie idziemy?
-Niespodzianka, nie denerwuj się zaraz będziemy.-rzeczywiście, 'zaraz' trwało parę minut, stanęliśmy nie wiem gdzie. Usłyszałam jak loczek wychodzi z auta, i rozmawia z jakimś facetem. Zastanawiałam się nad tym, czy Harry się o mnie nie martwi. Właśnie wtedy usłyszałam dźwięk mojego telefonu dochodzący z tylnego siedzenia auta, był w torebce. Nie miałam jak dosięgnąć, do tego jeszcze ta opaska. Nagle Harry otworzył drzwi, podał mi rękę, i zaczął gdzieś prowadzić, szliśmy w ciszy nie wiedziałam co się dzieje. 
-Harry, gdzie idziemy?
-Cicho-warknął oschle. Wtedy wiedziałam że wpakowałam się w niezłe kłopoty, jak ja mogłam mu zaufać. Weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia, znałam ten zapach, zimne powietrze kojarzyło mi się z jakimś opuszczonym budynkiem, nasze kroki szły po całym budynku jak echo. Strasznie się bałam, serce biło mi jak oszalałe. 
-To ona?-usłyszałam nie znany mi głos jakiegoś mężczyzny. 
-Tak-odpowiedział Piter , po czym pchnął mnie na jakieś krzesło. Zaraz po tym słyszałam jego kroki, odwiązał czarny materiał który nadal miałam przywiązany na około głowy. Moje ręce od razu przywiązał do krzesła, tak samo jak nogi. Moim oczom ukazało się wielkie pomieszczenie, jakby opuszczony szpital, wysokie ściany, światło dostawało się tylko przez powybijane okna. Z każdej strony dało się odczuć wir mroźnego powietrza. Tuż przede mną stało 3 wysokich facetów, jednego z nich od razu rozpoznałam...Chris. To on, były Zu. Przez moją głowę przeleciały wszystkie wspomnienia, wszystkie najczarniejsze scenariusze związane z nim... była bita przez niego, prześladowana po tym jak z nim zerwała. Od razu pomyślałam o Harrym, o tym czy wie co się dzieje, czy zdaje Sobie sprawę gdzie jestem, co przeżywam. Czy przeżyje...
-No i co skarbie- usłyszałam jego chrypki głos- mówiłem Ci że się odwdzięcze, nadszedł ten czas.- czułam jak mnie dotyka, podszedł do mnie i wyciągnął rękę do mojej twarzy zaczął mnie nią gładzić.- ta suka wyrządziła mi tyle krzywd, zasługiwała na to co się stało. Ale to dopiero początek skarbie, nie bój się.- co on wogóle gadał? miałam ochotę wybiec z tamtąd i zobaczyć Harrego.
-Nie waż się tknąć nikogo z moich przyjaciół, nie waż się tknąć mnie, rodziny Zu, nikogo. Jesteś skurwielem, i zasłużyłeś na to że Cię zostawiła. Zasłużyłeś na to wszystko! Ona nie zasłużyła na to co zrobiłeś...-powiedziałam, a raczej wykrzyczałam. 
-Następna suka. Posiedź Sobie tu, i przemyśl wszystko.-po tych słowach poczułam tylko jak ktoś znowu zakłada mi czarny materiał na oczy. Nic nie widziałam, słyszałam że wychodzą, nie rozmawiali, musieli wszystko zaplanować. Nigdy jeszcze się tak nie bałam. 'ale to dopiero początek'-co to wogóle znaczy? Co on planuje? Myślałam wtedy tylko o tym, nie wiedziałam co zrobić, liczyłam na Harrego, liczyłam że przyjedzie i mnie uratuje z tego piekła. 'pamiętaj że zawsze możesz na mnie liczyć' te słowa dudniły w moich myślach, Harry mi to obiecał, obiecał że będzie moim stróżem, wierzyłam mu.

***

Siedziałam tam prawie 3 godziny, siedziałam i myślałam. Nie mogłam poukładać myśli, czemu tylko ja nie wiedziałam co się dzieje. Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi do wielkiego pomieszczenia, to znowu oni... Słyszałam ich śmiech, ich głos. Zapłakana siedziałam i chciałam z tamtąd zniknąć.
-No i co księżniczko, przemyślałaś wszystko?-usłyszałam jakiś krzyk z daleka.
-Spierdalaj! Nie mam nic do przemyślenia.
-Co ty powiedziałaś?-Jego głos był coraz bliżej, rozzłościłam go.-Nikt. Nikt nie ma prawa tak do mnie mówić, rozumiesz?- zaraz po tych słowach poczułam jego pięść tuż na moim policzku.-To powinno Cię co nieco nauczyć. Teraz już rozumiesz?-nie odpowiedziałam. Znowu ktoś ściągnął moją opaskę z oczu, kolejny raz ujrzałam ten odrażający widok.- zrozum w końcu że tu ja mam przewagę, nikt inny. Zu też mi nie wierzyła, musiałem jej to jakoś udowodnić. Ja mówię, ty słuchasz.-patrzyłam na niego i nie wiedziałam co powiedzieć, siedziałam jak wryta. On mówił na poważne? Traktował ludzi jak zabawkę. Był zwykłym dupkiem, nie żałuje tego co mu wykrzyczałam.-Wybrała tego zasrańca Harolda więc udowodniłem jej kto ma przewagę. On jest skurwielem skarbie, nie ja- znowu zaczął gładzić moją skórę swoją szorstką ręką.
-Nie waż się tak o nim mówić!-wykrzyczałam jak najgłośniej mogłam-nie waż się nawet tak myśleć. Nie masz prawa, jest osobą która dała jej najwięcej, a ty jej wszystko odebrałeś.-widziałam jego gniew, ale nie mogłam przestać, za dużo przez niego straciłam.-Ja debilka myślałam że to jego wina, że to on to wszystko zrobił. Ale to ty, to ty jesteś tym dupkiem który odebrał mi najważniejszą osobę w moim życiu. To Harry mnie wspiera i pomaga, zawsze przy mnie jest, tak jak przy niej dupku! -zaraz po tych słowach nastała cisza. Łzy mieszały się z gniewem. 
-Tak uważasz?-znowu poczułam jego pięść na moim policzku, teraz uderzył o wiele mocniej.- To gdzie twój książę z bajki?
-Nadal nie widzisz?-Usłyszałam głos Harrego. Ujrzałam jego silne mięśnie, wyrzeźbione ciało. Demon który siedział w nim znowu się ukazał, przypomniało mi się zdarzenie z biblioteki. Szedł w naszą stronę, powoli. Każdy krok coraz bardziej unosił mnie na duchu.
-Przeproś ją
-Ciebie może też mam przeprosić?-te słowa jeszcze bardziej zdenerwowały Harrego. Kiedy już stanął przed nim, walnął go w brzuch z całej siły. Chris nie miał siły na wykonanie innego ruchu, upadł na ziemie, a Harry jeszcze raz go kopnął.-Boli co? Ją boli tak samo.-wszyscy patrzeli na niego wystraszeni,nie wiedzieli jaki będzie jego następny ruch-co wy też chcecie? odwiązać ją!- wykrzyczał Harry, jak powiedział tak zrobili. Szybko podbiegłam do Harrego, i usłyszałam jego szorstki a za razem opiekuńczy głos.-Chodźmy, nie denerwuj się. A z wami się jeszcze zobaczę.-wyszliśmy z budynku, nie wiedziałam gdzie jesteśmy, cały czas byłam w szoku, co się tu wogóle wydarzyło. Doszliśmy do auta, Harry otworzył mi drzwi, weszłam do auta. Dopiero teraz poczułam się bezpiecznie. Byłam strasznie zmęczona. Zasnęłam.

***

Śniła mi się Zu, szczęśliwa i uśmiechnięta, z Harrym. Piękny sen przerwał głośny budzik mojego telefonu, obudziłam się w jakimś pokoju, nie wiedziałam gdzie jestem. Leżałam na łóżku, obróciłam się na drugi bok, zauważyłam jakąś kartkę.'Poszłem do sklepu, zaraz wracam. Harry.' No i wszystko jasne, jestem u bruneta którego parę dni temu nienawidziłam.
Pokój był piękny, w kolorach ciemnego fioletu, na ścianach wisiały zdjęcia, jego i Zu. Wstałam, ubrałam kapcie i złożyłam pościel w kostkę. Oglądnęłam się po pokoju, po czym zauważyłam jakąś kopertę leżącą na komodzie z napiskiem 'do Zu'. Nie myślałam nawet nad tym czy Harry byłby zadowolony gdybym to przeczytała, byłam bardzo ciekawa co to tak właściwie jest. Wzięłam kopertkę do ręki, usiadłam na łóżku i zaczęłam czytać. 

           "Cześć skarbie. Jeśli to czytasz, pewnie zastanawiasz się po co to piszę skoro pewnie i tak to wszystko wiesz. Piszę to, bo nie potrafię bez Ciebie wytrzymać. Nie potrafię wytrzymać bez Twojego uśmiechu, bez Twoich pięknych oczu, które codziennie wpatrywały się w moje, twojej nieogarniętej fryzury zaraz po przebudzeniu, twojej zniewalającej figury, uśmiechu którym darzyłaś mnie na przywitanie, i ciepłych muskających mnie warg twoich ust. Od 12 miesięcy nie myślę o czym innym. Wciąż zadaje Sobie pytanie 'czy nie mogłem wtedy zrobić nic żeby Cię uratować?' Myślę tylko o tym co się stało tamtego wieczoru, obwiniam samego Siebie. Wszystko się zmieniło, pewnie zdajesz Sobie z tego sprawę. Z Zoe nie odzywam się już od wypadku, ona też myśli że to moja wina. Mieliśmy Sobie wszystko wyjaśnić, ale nadal nie zebrałem się na odwagę... Mogę Ci obiecać, że będę ją chronić choćby nie wiem co miało się stać. Wiem że obiecałem o tym nie myśleć i żyć bez obwiniania się, ale Zu... uwierz mi, ja nie potrafię. To tak jakby narkomanowi odebrać heroinę. Trawa straciła swój zielony kolor, zachód słońca nie daje już tyle szczęścia ile dawał wcześniej, zapach perfum na innej kobiecie nie powoduje rumieńców na mojej twarzy. Mogę obiecać Ci jedno- nigdy o Tobie nie zapomnę. Moi znajomi już zapomnieli o tym co się stało, nikt nie przejmuje się tym co czuje. Nadal mieszkam sam, przez myśl nie przyszło mi wrócić do Swoich starych nawyków- picia i ćpania do nieprzytomności. Twoje ciuchy nadal wiszą w szafie, twoje kosmetyki nadal zajmują miejsce na szafkach w łazience. Cały czas mam nadzieje że to tylko straszny sen, z którego zaraz się wybudzę. Mój cały świat odszedł w jeden dzień, w jedną sekundę. Straciłem sens życia, straciłem anioła który podtrzymywał mnie na duchu. Żyję bo muszę, wszystko jest monotonnością, czuje że nikt nie przywróci uśmiechu na mojej twarzy. Nikt nigdy nie wypełni pustki po twoim odejściu. Nic nie jest tak jak wtedy kiedy widywałem Cię codziennie, bez Ciebie świat wydaję się szary, świat bez Ciebie traci barwy. Świat bez Ciebie umiera..."

Siedziałam zapłakana. Każde słowo zadawało mi taki sam ból... Nigdy nie czytałąm czegoś co mnie tak bardzo wzruszyło. Zapomniałam nawet o wydarzeniach z poprzedniego dnia, miałam w głowie tylko to co przed chwilą przeczytałam... "świat bez Ciebie umiera"... Nikt nie wyraziłby lepiej tego co czuje każdy z nas po jej odejściu. Moje przemyślenia przerwało nagłe wołanie z dołu, po czym szybko wstałam i odłożyłam list. Wytarłam łzy z policzków i poszłam w stronę Harrego. 
-Jak się spało?-zapytał z uśmiechem na twarzy.
-Dobrze.
-Chcesz coś zjeść? Już zabieram się za robienie owsianki. 
-Nie musisz.- odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy
-Ale chce. Idź się ubierz, pewnie jest Ci zimno.
-Harry jest lato.-powiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy, jego opiekuńczość była strasznie słodka. Po chwili byłam już na górze, ubrałam się w ciuchy które miałam dzień wcześniej na Sobie. Teraz byłam w krótkich spodenkach które zostały jeszcze po Zu, i koszulce Harrego. Czy on... widział mnie półnagą? Przecież musiał mnie jakoś ubrać. Harry, zboczeńcu...-powiedziałam sama do Siebie, po czym wzięłam frotkę i złapałam włosy w kitkę. Zeszłam na dół, śniadanie było już gotowe. 
-Możesz już jeść. 
-Dziękuje
-Za co?-powiedział z lekkim zagubieniem
-Za wszystko... 
-Wiesz, że nie masz za co dziękować. Masz już pomysł na to, co dzisiaj będziemy robić-zapytał z uśmiechem na twarzy.
-No nie wiem, chyba zaraz będę się zbierać do domu. 
-Nie, przez najbliższy czas zostaniesz tutaj, rodzice o wszystkim wiedzą.
-A szkoła?
-Tygodniowa przerwa Ci nie zaszkodzi.
-Harry przecież dam Sobie radę.
-Nie Zoe, zostaniesz tutaj. Nie pozwolę żeby coś Ci się stało.
Po skończonym śniadaniu poszłam na górę poczytać książkę. Za oknem pogoda była deszczowa, nie było sensu gdziekolwiek wychodzić. Harry był na dole, grał na konsoli. Po jakimś czasie ktoś wszedł do pokoju. Siedziałam na bujanym fotelu niedaleko okna. 
-No, to co robimy?-usłyszałam głos Harrego po czym klapnął na łóżku naprzeciwko mnie z pytającym wzrokiem. 
-A na co masz ochotę?-odpowiedziałam, po czym odłożyłam książkę na szafkę obok.
-To zależy od Ciebie. 
-Oj Harry!- powiedziałam wystawiając zęby. Uśmiechałam się od ucha do ucha, był bardzo uparty.- mam pomysł. Widziałam że rzeczy Zu nadal są w szafkach i w łazience. Może spakujemy je do pudeł i wyniesiemy na strych?- ciężko było mi to powiedzieć, wiedziałam że brunetowi ciężko będzie się z nimi pożegnać, ale innego wyjścia nie było. Nie mogły przecież cały czas leżeć w szafkach bez żadnego użytku, a prędzej czy później i tak będziemy musieli to zrobić.
-No sam nie wiem...- powiedział ze smutkiem w głosie, po czym spuścił głowę na dół. Nie chciałam go znowu smucić.-ale w sumie, co mi szkodzi, chodźmy.- zaraz po tych słowach wstał i wyszedł z pokoju. Zanim się obejrzałam był już spowrotem z kilkoma pudłami. 
-Bierzmy się do roboty.-powiedziałam, po czym wstałam, wzięłam jedno z pudeł i otwarłam szafę Zu. Jej zapach nadal unosił się w powietrzu, a może to moja wyobraźnia... Sama już nie wiem. Wyciągłam po kolei jej rzeczy-bluzki,spodnie,bluzy. Harry poszedł do łazienki żeby spakować jej kosmetyki. Nie myliłam się, wyszedł cały zapłakany. Nie wiedziałam że to wywoła na nim aż takie emocje. 
-Harry, co jest?- po tych słowach podeszłam do niego, chwyciłam za jego podbródek, i skierowałam jego twarz w moją stronę tak, żeby mógł bez problemu na mnie patrzeć. 
-Słuchaj, musisz być silny. Dla Zu. Ty pomagasz mi, ja pomagam Tobie. Choćby nie wiem co się działo, damy radę. Razem zawsze.-czułam jego silne dłonie oplatające się wokół mojej talii, po czym odwzajemniłam jego uścisk. Jego dotyk był dla mnie jak ukojenie. Lubiłam takie chwile, cieszyłam się że mogłam go pocieszyć. 
-Dziękuje, chociaż raz ja. Masz rację, nie mogę się nad Sobą użalać, weźmy się do pracy.
-Jeśli chcesz, mogę dokończyć-wiedziałam że nie da rady bez urojenia ani jednej łzy, ale nie chciałam żeby cierpiał.
-Nie. Nie możesz wszystkiego za mnie robić. 
Wzięliśmy się spowrotem do pracy, zostało już nie dużo. Tym razem nie było już płaczu, tylko rozmowa. Starałam się żeby o tym zapomniał, chociaż mnie też to nurtowało. 
-Co teraz robimy?-zapytał po wyniesieniu ostatniego pudła na strych. 
-Może teraz ty coś wymyśl.-odpowiedziałam po czym podeszłam do niego, spojrzałam i wystawiłam zęby żeby nieco poprawić mu humor. Udało mi się, z jego ust dało się usłyszeć donośny śmiech. 
-Może obejrzymy jakiś film?-kiwnęłam głową po czym zeszliśmy na dół. Harry przyniósł jakiś koc i parę płyt z filmami.-No, to który?
-Może jakaś komedia?
-Świetny wybór.-wiedziałam że obydwoje nie mieliśmy ochoty na romansidła, więc nie było najmniejszego sensu nawet tego załączać. Zdecydowaliśmy się na "Głupi i głupszy".
Brunet załączył film, usiadł obok mnie po czym nakrył nas kocem. Na początku leżeliśmy w sporej odległości od Siebie. 
-Chcesz się położyć?-pokazał ręką na swój tors. Widziałam jego sprośny uśmieszek, był taki słodki. Nie czekałam, tylko położyłam się i poczułam jak obejmuję mnie Swoją ręką.
-Ile płacę za wygodę?-odezwałam się z lekkim sarkazmem w głosie.
-Hmm, no muszę to przemyśleć...-odpowiedział po czym oboje zaczęliśmy się śmiać.

***

Wieczór minął świetnie, żadne z nas nie było cicho, przez większość filmu nie oglądaliśmy a raczej rozmawialiśmy i śmialiśmy się z samych Siebie. Harry jak zawsze zrobił kolację.
-Ale się o mnie troszczysz-odezwałam się kiedy wchodząc do kuchni zobaczyłam pyszne omlety.
-W końcu o kogoś muszę.
Po zjedzonym posiłku poszliśmy na górę. Harry siedział przy biurku i patrzył na coś w internecie, ja poszłam się przebrać. Kiedy wyszłam siedział już na łóżku z książką w ręce. Kiedy mnie zauważył od razu wstał, i poszedł w moją stronę.
-Ślicznie pachniesz.-zaraz po tych słowach cała się zaczerwieniłam, lubiłam kiedy traktował mnie jak księżniczkę, ale i tak się wstydziłam.
-Dziękuje.-zaraz po moich słowach Harry chwycił mój pod brudek i spojrzał głęboko w oczy. Nie wiedziałam co chce zrobić. Nagle poczułam jego ciepłe usta na moich wargach. Nie mogłam się sprzeciwić. Całował namiętnie i powoli, ta chwila była strasznie romantyczna. Nagle przerwał po czym usłyszałam tylko: 'to zapłata za wygodę', i widziałam jak odchodzi w stronę łazienki, po drodze odwrócił się i posłał mi oczko. Wszedł do pomieszczenia a ja stałam jak wryta, cała czerwona. Co się przed chwilą stało? jak on to zrobił? Jeszcze nigdy nie czułam się tak, hmm... wyjątkowo? 

czwartek, 27 lutego 2014

Rozdział 3

-Na mnie już chyba pora- powiedział brunet- trzymaj się, pamiętaj zawsze możesz na mnie liczyć. 
Widziałam tylko jak odchodzi, nadal siedziałam na ławce i teraz miałam dużo do przemyślenia. Dlaczego Zu mi o tym wszystkim nie powiedziała? Skąd wiedziała że zginie? Nie mogła tego wiedzieć. Nie mogę Sobie wyobrazić jak bardzo wtedy cierpiała. Naglę wstałam i poszłam w stronę domu. 
-Zoe gdzie byłaś?- usłyszałam z kuchni
-Poszłam się przejść.-musiałam coś powiedzieć. Nie powiedziałabym, że dowiedziałam się o "samobójczych" (jeżeli tak można to określić...) planach mojej przyjaciółki. 
-Kolacja już gotowa, jedz.
-Dzięki mamo, ale nie mam ochoty.
-Kochanie proszę Cię nie możesz się głodzić.
-Przepraszam, zjem później.-powiedziałam i poszłam do pokoju.
Wzięłam kąpiel, ubrałam się w piżamę i położyłam do spania. Obracałam się z boku na bok- nie mogłam usnąć. Cały czas zastanawiałam się nad tym co się zdarzyło. Dlaczego Harry powiedział mi o tym dopiero teraz? Czemu zawsze ja musiałam dowiadywać się o wszystkim ostatnia? Zu na to nie zasługiwała... Była wspaniała. 

***

Promienie słoneczne prześwitujące przez okno świeciły na moją twarz. Od razu się obudziłam, ta piękna pogoda zmuszała mnie do wyjścia z domu i pójścia biegać. Do szkoły miałam dopiero na 9, a do tego był piątek, więc myślę że mogłam Sobie na to pozwolić. Biegłam przed Siebie, mimo wczesnej pory było ciepło, miło było patrzeć na otaczającą mnie przyrodę. Na chwilę zapomniałam o tym co się stało. Nie wiedziałam nawet gdzie jestem, biegłam leśną dróżką przed Siebie, było przepięknie. Znałam to miejsce, sama nie wiem skąd. Dobiegłam w końcu do rozwidlenia drogi. Na jednym końcu stał piękny dom z wielkim ogrodem. Pobiegłam w tamtą stronę, nie wiem dlaczego. Widziałam tylko stojące na parceli auto, nic poza tym. Nie słyszałam nic poza śpiewem ptaków. Dobiegłam do bramy tuż przy pięknym domu. Ktoś naglę wyszedł. Był ubrany w rurki i szarą bokserkę, na nogach miał conversy. To był Harry. W jednej ręce trzymał gitarę, a w drugiej plecak, w którym (jak mi się wydawało) były książki.
-Harry?-powiedziałam jakby sama do Siebie.
-O cześć Zoe, co ty tu robisz?- widziałam jego szczery uśmiech i piękne niebieskie oczy.
-Szczerze to nie wiem. Biegłam, i nagle znalazłam się w środku lasu, nawet zapomniałam że tu mieszkasz... Idziesz gdzieś?
-Nie idę, raczej jadę.- znowu zobaczyłam jego uśmiech.- a ty, podwieźć Cię? 
Stałam chwilę i myślałam co odpowiedzieć, kompletnie mnie zamurowało kiedy to powiedział, myślałam że pomiędzy nami nadal wisi topór wojenny. 
-Nie powinnam.
-Dlaczego?-zaśmiał się, właśnie to mnie w nim irytowało. Nie potrafił zachować powagi, dla innych byłoby to urocze, ale nie dla mnie.- przecież znamy się od dawna, chyba możesz mi zaufać, nie?
Znowu jego słowa docierały do mnie w zwolnionym tępię, po chwili otrząsnęłam się i odpowiedziałam.
-Jeśli tak bardzo chcesz, w sumie masz rację. 
Widziałam jak wsiada do auta, poczekałam chwilę po czym usłyszałam dźwięk zapalanego silnika. Brunet wyjechał za bramę i wysiadł, po czym otworzył drzwi od strony pasażera. Z moich ust dało się usłyszeć tylko ciche dziękuje, po czym wsiadłam. Czekałam na niego chwilkę, usłyszałam jak drzwi się otwierają, nie musiałam długo czekać. Chwilkę po tym odjechaliśmy. Dokładnie wiedział gdzie mieszkam. Większą część drogi myślałam o tym po co była mu gitara, nigdy nie widziałam jak grał. Nigdy nie widziałam go tak miłego i troskliwego. Nie mógł mi zamydlić oczu, nie dałabym się, za dużo wycierpiałam. Myśli nie dawały mi spokoju. Nagłą ciszę przerwał donośny głos chłopaka.
-Zoe, wszystko ok? 
-Tak tak...
-Nie no, tak pytam bo stoimy pod twoim domem już pięć minut i tak nic nie mówisz.-znowu zauważyłam jego uśmiech. Otwarłam drzwi, wzięłam butelkę z wodą po czym podziękowałam za podwózkę i poszłam w stronę domu. Miałam sporo czasu, była dopiero ósma. Jak zawsze poszłam do Siebie do pokoju, ubrałam się, po czym szybko pożegnałam się z rodzicami i ruszyłam na autobus. Można nawet powiedzieć że wybiegłam. Była już 8:30 a ja nadal myślałam że zdążę. Moja wyobraźnia platała mi figle, za dużo nad tym wszystkim myślałam. Biegłam ile tchu w nogach, ale nie zdążyłam. Kiedy byłam na przystanku autobus już odjeżdżał. Przeklnęłam cicho w duchu, po czym usiadłam na przystanku chowając głowę w ręce.
-Widzę że nie tylko ja zaliczę dzisiaj spóźnienie.-odezwał się cicho jakiś nieznany mi głos. Widziałam uśmiech na jego twarzy, czy oni wszyscy byli tacy sami?
-Najwyraźniej... znamy się?-zapytałam jakbym chciała go zabić.
-Jestem nowy. Tak właściwie, możesz mi mówić Jack.-nagle wszystko zrozumiałam, to ten nowy który doszedł poprzedniego dnia do naszej klasy.
-Zoe- wstałam po czym podałam przyjaźnie rękę i zaczęliśmy iść w stronę szkoły.
Nie zwracałam na niego uwagi, wydawał się miły i uroczy. Wiem jedno- był strasznie przystojny. Na jego głowie była burza niesfornych loków. Jego oczy były koloru zielonego, był bardzo wysoki, i coś co bardzo przyciągnęło moją uwagę- rozmiar buta.
-Numer 45,jakby Cię to interesowało-zaśmiał się, a ja cała zrobiłam się czerwona, już nawet na niego nie patrzyłam. Szliśmy w ciszy, po czym nagle wpadła mi pewna myśl do głowy.
-Czemu się przeprowadziłeś?-zapytałam bardzo cicho, nadal się wstydziłam, nie zawsze miałam do czynienia z takimi chłopakami jak on.
-To z powodu rodziców, tata pracuje tutaj niedaleko, nie opłacało mu się dojeżdżać a mieszkaliśmy spory kawałek drogi. A ty, od dawna tu mieszkasz?
-Rozumiem. Można powiedzieć że od urodzenia. 
-No bo... widzisz ja za bardzo nie wiem gdzie co tutaj jest, co powiesz na oprowadzenie mnie po okolicy?- poczułam lekki dreszczyk emocji przepływający po moim ciele. 
-Powiem szczerze, że miałam to zaproponować.-przeklnęłam w duszy, co ja w ogóle robię? poznaliśmy się dobre 5 minut temu a ja już umawiam się z jakimś chłopakiem na randkę...
Tak szliśmy i szliśmy, wcale się nie śpiesząc. Rozmawialiśmy o wszystkim, a zarazem o niczym. Nieśmiałość przeminęła. Minęła godzina, spóźniliśmy się na lekcje. Weszliśmy do szkoły, oczywiście wzrok wszystkich skierował się na nas. Był tam też Harry. Jack uśmiechnął się do mnie i poszedł w inną stronę. Rozłączyliśmy się, po czym podeszłam do szafki żeby odłożyć Swoje rzeczy. O szafki opierał się Harry.
-Co powiesz na podwózkę dzisiaj po szkole?
-No mogę się zgodzić, chociaż nie wiem, nie wiem...-jezu co ja wogólę robię? to był ON. To był Harry. Chyba wpadłam w wir marzeń spędzając dość dużo czasu z Jackiem i zapomniałam z kim rozmawiam... Wyjęłam rzeczy z szafki i poszłam szybkim tempem w stronę klasy w której miałam lekcje. Usłyszałam za Sobą tylko głośny krzyk "będę czekał pod szkołą". Dziewczyny już stały pod klasą, byłam zadowolona że je widzę.
-Wszystko wiemy, spóźniłaś się na autobus, pewnie dlatego weszłaś do szkoły z tym przystojniakiem?- rzuciły w moją stronę po czym szybko zaczęłyśmy się śmiać.
-To był przypadek, ale wydaje się bardzo miły.
Naszą krótką pogawędkę przerwał dzwonek na lekcję. Wszyscy weszliśmy do klasy, zaraz za nami wychowawczyni. 
-Witam. Na sam początek chciałam powiadomić was o olimpiadzie- zaczęła nie odkładając nawet Swoich rzeczy- mianowicie wybieramy najlepszych uczniów, którzy dobierają się w pary i razem uczestniczą w Olimpiadzie.-wiedziałam kogo wybierze, byłam najlepsza z klasy...- Zoe i Harry, od dzisiaj w bibliotece możecie się douczać. Będą tam dla was przygotowane materiały które macie opanować.-Kurwa, świetnie. Po prostu skaczę z radości na samą myśl współpracy z nim...

***

Dobiegała ostatnia lekcja, kiedy nagle rozległ się dzwonek, wiedziałam co mnie czeka. Nie wiem dlaczego, ale nadal żal do niego gotował się we mnie i nie mogłam mu wybaczyć. Wyszłam z klasy i udałam się w stronę biblioteki, chciałam żeby to wszystko się już skończyło. Nagle ktoś chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do Siebie.
-Zoe, chciałem się tylko pożegnać i zapytać czy propozycja nadal aktualna?- Jack. Dopiero teraz zauważyłam jego piękne oczy. 
-Jasne że tak, tylko widzisz muszę zostać z tym debilem godzinę po lekcjach... ale zaraz po tym na pewno znajdę czas. 
Naglę poczułam jak ktoś wyjmuję z mojej kieszeni telefon. Loczek zaczął coś wpisywać, i naglę usłyszałam dźwięk jego komórki.
-Super, jesteśmy umówieni-widziałam tylko jak odchodzi, stałam jak wryta. Odwrócił się nagle i posłał mi całuska, ja kompletnie odpłynęłam. Nagle ocknęłam się, i ruszyłam w stronę biblioteki. Uchyliłam drzwi które tam prowadziły, Harry już siedział przed stosem książek wgapiony w telefon. 
-Siadaj- uśmiechnął się i pokazał ręką na krzesło obok niego.
Podeszłam, odłożyłam torbę pełną książek i usiadłam, od razu biorąc do ręki jedną z książek. Nagle usłyszałam że ktoś wszedł do pomieszczenia, oprócz nas dotąd nie było tam nikogo.
-Kochani, muszę lecieć coś załatwić, więc mam prośbę, moglibyście po nauce zamknąć bibliotekę i oddać kluczę do sekretariatu?
-Jasne-odpowiedzieliśmy jednym tchem, po czym pani Danny weszła do środka położyła kluczę koło na i wyszła. 
-To co, za co się bierzemy?-zapytał ochoczo Harry. Jakoś nie miałam tak dobrego humoru jak on.
-No nie wiem, może najpierw spróbujmy wszystko po kolei przeczytać- przerwał mi  w połowie- Zoe, mam pytanie. Chce wiedzieć czy zgadzasz się żebym odwiózł Cię do domu, tylko to chcę wiedzieć.- powiedział coraz ciszej mówiąc ostatnie słowa, jakby wiedział co o tym myślę. Zrobiło mi się go trochę żal, do teraz pamiętam jak płakał tamtego wieczoru, był zagubiony.
-Ale to tylko podwózka- na mojej twarzy pojawił się wymuszony uśmiech po czym kontynuowałam- tak więc, ja wezmę jedną książkę a ty drugą, przeczytamy po jednym rozdziale- i nagle coś poczułam. Poczułam jego rękę na Swoich udach. Nie wytrzymałam, wszystkie wspomnienia wróciły. 
-Harry, kurwa przestań! Co ty robisz?- zaczęłam krzyczeć.
-Przepraszam...
-Masz za co przepraszać.
-Za wszystko co zrobiłem.
-Wiesz chociaż co teraz czuje? Myślę że nie wiesz, powtarzałam Ci już to, przy Tobie wszystkie wspomnienia wracają, mam dosyć, mam ochotę zamknąć się w ciemnym pokoju i już nigdy nie wychodzić, rozumiesz?
-Wolisz kiedy on Cię dotyka, rozumiem.-wyszeptał mi do ucha. Nie da się opisać tewgo co wtedy czułam.
-Co ty Sobie myślisz? Zazdrosny? Bo co, bo chce ułożyć Sobie w końcu życie, i mimo ogromnej dziury w sercu żyć dalej? Zapomnieć o Tobie i o tym jakim jesteś skurwysynem?-zaczęłam krzyczeć coraz głośniej, już nad Sobą nie panowałam. Wstałam, moje zaszklone oczy patrzyły prosto na niego.
-Nie wiem co ty myślisz, nie wiem co Sobie uroiłaś- mówił cichym głosem po czym zaraz wybuchł. Wstał, przywarł mnie Swoimi silnymi rękami mocno do ściany i zaczął krzyczeć. Strasznie się bałam, miał nade mną sporą przewagę. Moje serce zaczęło mocniej bić, wiedziałam że to czuje- Nie zauważyłaś że wszyscy chcą dla Ciebie jak najlepiej? Nie zauważyłaś że Zu wszystko to zaplanowała tylko dlatego, żebyś była bezpieczna? Że umarła dla Ciebie? Tylko dlatego że w jej życiu pojawił się ten dupek?-widziałam jak w jego oczach zbierają się łzy- Kurwa czy ty nie rozumiesz, że ona kazała mi Cię pilnować, dlatego to robię? Nie przyszło Ci to do głowy? Pewnie myślisz dlaczego teraz co? Chciałem Ci to wyjaśnić na spokojnie, ale się nie da, bo tylko wydaję jakiś ruch w Twoją stronę ty już zaczynasz, że jesteś pokrzywdzoną dziewczynką nie umiejącą się pozbierać. -jeszcze go takiego nie widziałam, zamienił się w demona, nie wiem co w niego wstąpiło, ale czułam straszny ból kiedy wypowiadał każde słowo- Myślisz że co ja czuje? Myślisz, że nie płacze każdej jebanej nocy, krztusząc się łzami, i nie wiedząc co mam ze Sobą zrobić? Ona nie zrobiła tego dla mnie, zrobiła to dla Ciebie, nie rozumiesz? Kochała Cię najmocniej, jak siostrę. Nawet po jej śmierci kazała mi Cię chronić. Zostawiła na ziemi małego obrońcę, i uwierz że zrobię wszystko, kurwa wszystko żeby nie stała Ci się krzywda, rozumiesz?-widziałam lejące się łzy z jego oczu, nigdy nie widziałam go tak bezbronnego a za razem wściekłego.
-T...tak-odpowiedziałam po chwili, Harry spuścił głowę na dół, i odczepił mnie od ściany. On to robił dla niej, nawet po śmierci traktował ją jak Swoją królewnę. Była dla niego jak anioł stróż, ale mimo wszystko musiał jej słuchać. On bronił tego co było dla niej najważniejsze, a ona tego co było najważniejsze dla niego. Dopiero teraz to zrozumiałam.
-Możemy wrócić do nauki-powiedział brunet bardzo obojętnie, bez uczuciowo. Na jego twarzy nie widniało nic z czego mogłabym wyczytać że jest smutny, przygnębiony czy szczęśliwy. Był obojętny. Wzięliśmy się za czytanie, tak jak ustaliliśmy. Nie mogłam się skupić, cały czas o myślałam o tym co się tu przed chwilą stało. Z demona przemienił się na bezbronnego chłopca który nie wie co ma zrobić ze Swoim życiem.
-Przepraszam Harry. Przepraszam za to ja się zachowałam. Nie wiem co wtedy myślałam.-Patrzałam na stertę książek leżących przede mną. Kątem oka widziałam jak płaczę, mimo wszystko.
-Nie Zoe, ja po prostu musiałem odreagować. Musimy Sobie jeszcze wiele przemyśleć, i... wiele Sobie powiedzieć. -Szczerze? Nie miałam pojęcia o czym mówił. Nadal był bez kompletnego ducha w Sobie, widziałam tylko jak kantem ust się uśmiecha, chyba to co powiedział nawet jego trochę rozśmieszyło, nigdy nie rozmawialiśmy na poważnie.
-To znaczy? O czym?-powiedziałam po czym zamilkłam.
-Widzisz Zoe, ja wiem, że to co powiem mogłoby się zdawać dziwne, ale muszę Ci to w końcu powiedzieć. Nie teraz to kiedy, prawda? A więc, wiem że zastanawiasz się pewnie dlaczego tak późno podarowałem Ci ten list. Ja po prostu wiedziałem, że jesteś w wielkim szoku po tym co się stało, a do tego nie będziesz chciała mi wierzyć.-był cały czas zalany łzami, to działało na mnie kojąco, miałam pewność że nie skoczy na mnie z rękami tak jak przed chwilą.-Chciałem być pewny że jesteś gotowa, chociaż w małym stopniu. Prostsze byłoby wogólę Ci go nie dawać, ale prędzej czy później i tak musiałbym Ci o wszystkim powiedzieć, więc wolałem żeby odbyło się to w ten a nie inny sposób. Powtórzę jeszcze raz. Bo widzisz Zoe, ja wiedziałem że on będzie tam tamtego wieczoru. Zu wszystko mi powiedziała. Chciałem go zniszczyć, ale się nie dał, musiałem za nią lecieć, puki jeszcze miałem szansę ją uratować. Jestem twoim obrońcą, przydzielonym przez tego anioła. Przez tą osobę, która zawsze będzie znaczyła dla mnie więcej niż ktokolwiek inny. Mam Cię na oku przez cały czas, chyba to zauważyłaś. No cóż, chyba tyle chciałem powiedzieć...-nadal widziałam jak płacze, widziałam ile kosztuje go wracanie do tamtych chwil-i proszę, nie martw się o mnie, ja dam radę, teraz to ty jesteś moim czułym punktem.-Na te słowa wzdrgnęłam się. Nie wiedziałam, że kocha ją aż tak bardzo. Wszystkie moje poprzednie obawy co do niego znikły w jedną chwilę, on był ideałem faceta, mógłby nawet oddać za nią życie, ale nie zdążył... Nagle ocknęłam się i szybko popatrzyłam na zegarek.
-Harry muszę już iść.
-Umówiłaś się z kimś?-widziałam tylko jak podniósł głowę do góry i spojrzał na mnie.
-Tak widzisz... 
-Nie musisz mówić, nie pozwolę Ci iść.-po tych słowach się we mnie zagotowało. Nie wiedziałam co zrobić.
-Zoe, on jest znajomym Chrisa. Co jeśli coś Ci zrobi? Znam go bardzo dobrze, wiem jaki jest.
-Ale Harry, nie możesz mnie ograniczać!
-Dobrze, pozwolę Ci iść, pod jednym warunkiem. Powiesz mi gdzie idziesz, i o której wrócisz do domu. A.. i jeszcze jedno. Cały czas będziesz przy telefonie.-Na te słowa poczułam bijącą od niego opiekuńczość. Martwił się o mnie w każdej chwili...
-Dobrze-uśmiechnęłam się, po czym zaczęłam mówić-może odwieziesz mnie już do domu?-na te słowa brunet kiwnął głową na zgodę, wstał, wziął kluczę, zamknął bibliotekę, i razem poszliśmy w stronę auta. To wszystko działo się tak szybko. Harry nigdy nie zapominał o swojej obietnicy, nawet kiedy wsiadałam do auta musiał otworzyć mi drzwi. Jechaliśmy w ciszy, każdy z nas analizował to co się przed chwilą stało. Kiedy dojechaliśmy pod dom, Harry nagle przerwał trwającą ciszę.
-Jesteśmy. Tylko pamiętaj o naszej umowie Zoe.-powiedział z drżącym głosem, martwił się.
-Oj pamiętam, pamiętam-uśmiechnęłam się w jego stronę po czym odpięłam pas. Nie wiedziałam jak mu za to wszystko podziękować. Chwyciłam go za policzko, odwróciłam twarz w moją stronę i dałam siarczystego buziaka w usta. Widziałam jak na jego twarzy pojawia się uśmiech. Otwarłam drzwi, i jeszcze przed wyjściem krzyknęłam szybkie 'dziękuje za wszystko, do zobaczenia.'

środa, 26 lutego 2014

Rozdział 2

Nagle się ocknęłam. Niestety to co zobaczyłam mnie przeraziło. Leżałam na torsie Harrego. Całe życie przeleciało mi przed oczami, co się stało, dlaczego on mnie trzyma, czemu wokół mnie stoi praktycznie cała klasa?
-Zoe, zemdlałaś. Może pójdziesz do domu i odpoczniesz, oczywiście wpisze Ci zwolnienie.-powiedziała pani Laura, która też tam była.
-Nie, nie trzeba.-Nagle poczułam silny ból głowy.
-Na pewno? Źle wyglądasz, idź do domu. Kto jest chętny ją odprowadzić?
Nagle zobaczyłam jak jakaś ręka unosi się w górę. To był Harry, co on wogóle robił?
-Nie! z nim nie pójdę-zaczęłam krzyczeć
-Zoe, proszę Cię, nie możesz wrócić do domu sama, coś może Ci się stać, a jeśli nie możemy zadzwonić po rodziców.
Nie, takiego wyjścia nie było. Moi rodzice byli w pracy, nie było sensu wzywać ich po coś takiego.
-Chodźmy.-odezwałam się po czym wyszłam z klasy.
Od razu poszłam po rzeczy wcześniej zostawione w szafce, i nie patrząc na Harrego wyszłam ze szkoły. Widziałam jak przyśpieszył tępo i zaraz znalazł się koło mnie. Nie poszłam na autobus, nie wiem dlaczego, o wiele szybciej by poszło. Zapadła cisza, bardzo mnie to irytowało, kiedyś potrafiliśmy rozmawiać cały czas. 
-Jak się czujesz?- zapytał.
W tym momencie stanęłam jak wryta, jego pytanie bardzo mną zagotowało, czułam się jakbym zaraz miała wybuchnąć.
-Jak się czuje? Pytasz się jak się czuje? Dokładnie 11 miesięcy i 15 dni nie czuje nic oprócz smutku i żalu.-zaczęłam krzyczeć jak najgłośniej mogłam, moje oczy były zalane łzami- Wiesz co się wtedy stało? Nie wiesz? Zoe, Zoe odeszła. Nie ma jej, dzięki komu? Dzięki komu, pytam się! Gdyby nie ty, dupku byłaby tu z nami, byłaby szczęśliwa. Moje myśli przepełniają wspomnienia, to co było i nie wróci, to co Zoe musiała czuć kiedy wsiadła do auta i zginęła. Mam powiedzieć co o Tobie myśle? Jesteś śmieciem. Bezużyteczną osobą mającą zero uczuć, nie czujesz żalu, nie czujesz skruchy po tym co się stało. Masz to ewidentnie w dupie.Wolałabym, żebyś to ty wtedy zginął, nie Zoe. Żebyś to ty czuł co ona.-płakałam bez opamiętania- tak, dupku czekałam te 12 miesięcy żeby Ci to powiedzieć, sam się o to prosisz. Chciałeś to usłyszeć? Nie? Zoe też nie chciała żebyś ją ranił, nie chciała żebyś pił, mówiła że się zmieniłeś. Ja w to nie wierzyłam od początku, taki ktoś jak ty się nie zmienia, takie osoby się nie zmieniają. 
Ale dlaczego... Dlaczego tak bardzo ją zraniłeś...-zaczęłam mówić coraz ciszej po czym znowu wybuchłam krzykiem.- Mam dosyć tego co czuje, od tego dnia ani razu na mojej twarzy nie pojawił się uśmiech.-Opanowałam się i zaczęłam biec w stronę domu, nie chciałam już na niego patrzeć. On stał, stał jak wryty. Chyba wtedy to do niego dotarło, dotarło co zrobił. Wbiegłam do domu cała zalana łzami i obrazu wbiegłam do pokoju, zamknęłam drzwi, usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać.
-Dlaczego on się tak zachowuje?- to pytanie nurtowało moje myśli. Przecież gdyby ją kochał, czułby jakąś skruchę. Ale nie, tu nie było nic. Nie uronił ani jednej łzy, był jak skała. Chciałam żeby poczuł się choć w małym stopniu tak jak ona. Zawsze między nami były dobre kontakty, ale to wszystko zmieniło się w jedną sekundę, wtedy go znienawidziłam. Nagle usłyszałam jak ktoś puka do moich drzwi.
-Skarbie wszystko dobrze?-usłyszałam głos mamy.
Otworzyłam drzwi i cała zapłakana rzuciłam się jej na szyje, widziała jak cierpiałam od 12 miesięcy, codziennie. To rozrywało jej serce, ale ja nie mogłam nic zrobić.
-Kochanie, uspokój się, proszę. Wytrzyj twarz i chodź na obiad.
Otarłam twarz i zeszłam na dół. Wszystko mi ją przypominało... Zjadłam, odłożyłam talerz i znowu poszłam do Siebie. Znowu siedziałam w tych czterech ścianach, sama, od tamtego momentu wogóle nie wychodziłam, kontynuowałam rozmyślanie. On był tajemniczy. Niby nie zachowywał się jak kiedyś, ale nie widać było żeby był smutny... Dźwięk telefonu wyrwał mnie z przemyśleń. To Harry, po co on do mnie pisze. 
-Co?-powiedziałam sama do Siebie. Nie wiedziałam o co chodzi, ale to chyba ważna sprawa, on nigdy do mnie nie pisał. Ubrałam się, spięłam włosy w kitkę i wyszłam. Szłam w stronę umówionego miejsca, to było niedaleko. Harry już tam siedział, po raz pierwszy widziałam jak płaczę.
-Siadaj-wskazał na huśtawkę obok niego. Widziałam że coś go nurtowało.-Pozwól że teraz ja powiem co o tym czuje. To wszystko co powiedziałaś było błędem. Kocham, kochałem i będę kochać Zu. Nie masz pojęcia jak bardzo. Ale nie to chciałem Ci powiedzieć. Tamtej nocy... kiedy to się stało pokłóciłem się z Zu. To prawda, ale to nie ja ją uderzyłem. To był Chris.-kiedy to usłyszałam oniemiałam, Chris... były chłopak Zu...-Nie myśl że nic nie zrobiłem. Wstrząłem bujkę, nie wiem skąd on się tam wziął, chyba wiedział że będziemy tam tamtego wieczoru. Ona... próbowała mnie od niego odciągnąć, bezskutecznie. Nie mogłem się opanować, nikt nie mógł tknąć mojej księżniczki. Widziałem tylko jak biegnie. Była cała popłakana, nie mogłem jej dogonić. Alkohol robił swoje. Zu wsiadła do auta, pojechała jakąś uliczką. Biegłem za nią cały czas, nie dogoniłem jej. Wybyłem szybę w jakimś aucie i jechałem, bez opamiętania. Nagle usłyszałem trzask. To Zu, ona... zginęła. Ja nie wiedziałem co zrobić, miałem ochotę się zabić, szedłem przed Siebie, było już bardzo późno a mnie wciąż nie było w domu. Cały czas płakałem, przed oczami miałem wszystkie nasze wspomnienia, te złe i te dobre. Nie, nadal się nie pozbierałem, wiem że to pytanie Cię nurtuje. Zoe, musisz mi uwierzyć, ona wiedziała że odejdzie. Wracając do domu, zobaczyłem list. List do Ciebie, z pożegnaniem. Nie bój się, nie czytałem go.- podał mi kopertę, a ja nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje.-możesz przeczytać jeśli chcesz. Chyba już pora na mnie- wstał cały zapłakany, nie wiedziałam co zrobić. Rzuciłam się na niego, wtuliłam się w jego tors i waliłam z całej siły po plecach.- Zoe, uspokój się, proszę. Usiądź, i przeczytaj.
-Nie, nie dam rady...- powiedziałam jakby sama do Siebie
-Jeśli chcesz mogę zostać, możemy przeczytać go razem. Myślę, że wiesz że zawsze możesz na mnie liczyć.-Pokazał ręką na ławkę niedaleko- usiądź. 
Wyciągnęłam list i zaczęłam czytać. 

"Do Zoe.
         Teraz, kiedy to czytasz już mnie pewnie nie ma na tym świecie. Pewnie obwiniasz o to Siebie, albo Harrego. To nie wasza wina. To wspomnienia mnie nurtują. Chris- chłopak przez którego zginęli moi rodzice, straciłam dom, straciłam to co dla mnie najważniejsze. To nie jest ważne, w tym liście chciałabym się z Tobą pożegnać i podziękować za wszystko co dla mnie zrobiłaś. Nie dam rady zostać na tym świecie, ale wiem jedno-zawsze będę was kochać najmocniej. Dziękuje Ci za to co dla mnie zrobiłaś, za to że zawsze przy mnie byłaś i nie patrząc na moją przeszłość chciałaś przy mnie być. Za to co razem przeżyłyśmy. Przepraszam, bo wiem że byłam dla Ciebie kolejnym problemem, więc muszę odejść. Mam do Ciebie ostatnią prośbę. Wybacz Harremu, to nie jego wina, to nie przez niego się stało. Możesz mu ufać, to jedna z osób której powierzyłam wszystkie Swoje sekrety, zawsze będzie dla mnie kimś więcej. Chciałabym, żeby pomiędzy wami się ułożyło. Wiem, że pewnie będziesz nurtować się moją śmiercią, ale proszę Cię, zapomnij o tym co się stało, zobaczymy się jeszcze, tam w tym innym, lepszym świecie. Nie mówię żegnaj, mówię do zobaczenia.
Zuzanna.
P.S skarbie dopuść do Siebie jakiegoś przystojniaka! :) "

Na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech, mimo tego że moje serce biło jak opętane, a twarz była zalana łzami. 
-Ona Cię kocha, nie chce żebyś się tak zamartwiała Zoe.-usłyszałam głos chłopaka siedzącego obok mnie, kompletnie o nim zapomniałam.
-Nie, Harry. Ona kocha nas, nie mnie. Chce żebyśmy byli szczęśliwi.-ponownie wtuliłam się w Harrego i wyszeptałam tylko ciche 'przepraszam'.

wtorek, 25 lutego 2014

Rozdział 1

Wysoki szatyn o niebieskich oczach- każdy mógłby powiedzieć że jest ideałem. Tak jednak nie było. Nienawidziłam go, sama nie wiem dlaczego. Nie wzruszało mnie to co o mnie myślał, a myślał pewnie niebyt dobrze po tym jak go traktowałam. Zanim powiedzie "o co chodzi? dlaczego?"- posłuchajcie co mam do powiedzenia. Zacznę może od przedstawienia się. Jestem Zoe. Zoe Styles. Niziutka blondynka z głową w chmurach, szukająca celu w życiu. Mam dwie wspaniałe przyjaciółki (Julie i Jane), nigdy nie miałam chłopaka. Mieszkam na Wall Street razem z rodzicami. Mam psa, którego zawsze chciałam mieć, kocham zwierzęta. Moją pasją jest fotografia, uwielbiam też rysować i śpiewać. Dużo biegam. Mogę powiedzieć, że jest to moim urywnikiem w ciągu dnia. Przerwa od nauki, od szkoły od tych ponurych twarzy które muszę oglądać. Właśnie... nie powiedziałam jednego. Za szybko ufam ludziom. Jestem zdania, że kredyt zaufania można powierzyć ludziom tylko raz. Ludzie się nie zmieniają. Szczególnie Ci których znam. Ze szkoły znam każdego na wylot, wiem jacy są ludzie, wiele razy się na nich przejechałam. Szukam osoby który oderwie mnie od codziennej montoni, ale patrząc na ludzi którzy są wokół mnie, nic takiego się nie wydarzy. Co by tu jeszcze napisać? Hmm... może przejdę do konkretów. O kim mówiłam na początku? Chłopak podobający się każdej napalonej nastolatce, najprzystojniejszy w całej szkole, to fakt- ale według mnie nie zasługiwał na żadną dziewczynę na tej planecie. Dlaczego tak uważam? Moja... przyjaciółka. Tak właściwie, mogę powiedzieć. Ona nie żyje. Nie żyje dokładnie 11 miesięcy i 14 dni. Zginęła w wypadku. Chodziła z nim. Nie uważam, że źle ją traktował, ale to przez niego cierpiała, martwiła się o niego. Nie był typem faceta idealnego, miał wiele wad a jedną z nich była ta, że lubił wypić. Lubiał, i to często. Zuzanna- tak miała na imię. Długowłosa piękność o figurze o której każda z nas mogła tylko pomarzyć. Mówiła że jest ideałem, że się zmienił. Tamtego wieczoru przesadził. Schlał się, i ją uderzył, nie zapanował nad Sobą. Zu (tak ją nazywałam) była w szoku. Wsiadła do auta, i jedyne co zdążyła zrobić, to napisać sms`a z przeprosinami. Nie wiem za co, i nie wiem po co. 'Zoe, przepraszam za wszystko złe co wyrządziłam w twoim życiu, i dziękuje że zawsze przy mnie byłaś'. Zaraz po tym spanikowałam, dokładnie wiedziałam że tamtego wieczoru mają iść do klubu potańczyć. Nie zobaczyłyśmy się już. Ostatni raz widziałam ją ubraną w piękną suknie i ze zjawiskową fryzurą- taką ją zapamiętam.Wiecznie uśmiechniętą, cieszącą się życiem. Nie chce jej inaczej pamiętać, nie chce wyobrażać Sobie Zu popłakanej, nie wiedzącej co ma ze Sobą zrobić. Już nigdy się do niego nie odezwę, zawsze będę darzyła go taką nienawiścią jaką darze do teraz. Od 11 miesięcy muszę żyć z raną w sercu bez najbliższej mi osoby. Codziennie wstaje z nadzieją że może się zobaczymy, że jak co rano będzie czekać na mnie przed drzwiami i pobiegniemy na autobus. Tym razem pobiegnąć możemy tylko na cmentarz, i to nie my, tylko ja sama. Chodzę tam codziennie. Każdego dnia, ze łzami w oczach. Mam już dość, mam dość tej monotonii. 'Na zawsze razem'- takie było nasze motto. Zamierzam dotrzymać słowa, nigdy jej nie opuszczę, zawsze będę przy niej, nie ciałem, ale duszą, wiem że ona przy mnie też.

***

Pierwszy dzień szkoły, nie wiem jak wytrzymam, patrząc na te wszystkie twarze. Koniec wakacji zawsze był dla mnie udręką, ale nigdy aż tak. Tęsknie za Zu, cholernie za nią tęsknie. 
-Zoe, śniadanie!- ktoś zawołał z kuchni stawiając mnie na proste nogi. 
Umyłam się, wrzuciłam na Siebie przygotowane wcześniej ciuchy i zeszłam na dół. Śniadanie było już nałożone, wszyscy siedzieli przy stole.
-Cześć mamo, cześć tato-powiedziałam
Od tamtego momentu rzadko byłam wesoła, rzadko się uśmiechałam. Zjadłam śniadanie, pożegnałam się z rodzicami i poszłam w stronę drzwi wyjściowych. Marzeniami byłam w przeszłości, zazwyczaj Zu rzucała mi się na ramiona a ja odwzajemniałam uścisk i szłyśmy w stronę autobusu. Teraz robiłam to sama, wszystko sama. Co prawda była Julia i Jane, ale nikt nigdy nie zastąpi Zu. Była wyjątkowa i niepowtarzalna. 
Założyłam słuchawki, weszłam do autobusu w którym była masa ludzi z mojej szkoły, nawet On. Popatrzałam na niego, ale od razu odwróciłam wzrok w drugą stronę. Myślę, że nie żałował tego co się stało, nie miał uczuć, nie tęsknił za Zu. Nie powiedziałam nawet jak się nazywa. Szczerze? wolałabym nie wymieniać tego imienia, ale myślę że bez tego się nie obędzie. Miał na imię Harry. To słowo wprawiało mnie w dreszcze na całym ciele, wracały wspomnienia. Pamiętam jak potrafiła cały czas o nim gadać, pamiętam jak bardzo go kochała...

***

Byliśmy już przed szkołą, kiedy wszyscy wysiedli a ja odpłynęłam w świat marzeń, mój świat. Kiedy już ocknęłam się, wysiadłam a tuż przed szkołą czekały na mnie dziewczyny. Tylko one potrafiły poprawić mi humor. Weszłyśmy do szkoły, znowu to samo co 2 miesiące temu. Wszyscy zadowoleni, tylko nie ja. Zerkając do góry, zobaczyłam tablicę ogłoszeń z napiskiem 'Drużyna koszykarzy'. Widniało tam jego zdjęcie, nie wiem dlaczego, ale aż zacisnęłam zęby z gniewu. Nie powinien tam wisieć. Nie powinien tu być, nie powinien być szczęśliwy. Powinien zginąć za nią. Chciałabym, żeby to on przeżywał to co ona wtedy...
Każdy uczeń miał szafkę na przechowywanie swoich rzeczy, moja dotychczas była dzielona z Zu, ale teraz już nie wiem, czy będę miała ją sama, czy może kogoś mi przydzielą. Wyjęłam niepotrzebne książki i poszłam w stronę klasy, pierwsza była matma. Nie wiem dlaczego ale uwielbiałam tą panią, miała w Sobie taki promyczek który potrafił sprawić żeby na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Siedziałam sama. Mimo tego, że minęło już 11 miesięcy dalej czułam się sama, nawet w szkole, tak jakbym przyszła tu po raz pierwszy kiedy Zu nie było. Ciekawe kto zajmie jej miejsce. Miał dojść ktoś nowy, widziałam że pod klasą stała jakaś nieznana mi osoba, ale nie wiedziałam kto to. Lekcja szybko minęła, mogę powiedzieć że się nie nudziłam. Miałam wrażenie że Harry cały czas patrzy w moją stronę. Nienawidziłam jak się tak zachowywał, myślałam że zrozumiał, że nie wybaczę mu za nic w świecie. Następną lekcją była wychowawcza, mieliśmy dowiedzieć się co i jak w sprawie nowego ucznia, i omówić parę rzeczy jak to na początku roku szkolnego. 
-Może zacznijmy od tego- ktoś wszedł do klasy i przerwał szmer który unosił się po całej klasie- że się przywitamy po tak długiej nieobecności. Nie muszę się wam przedstawiać, chyba wszyscy dobrze mnie znacie- stanęła na środku klasy i zawołała do Siebie jakiegoś chłopaka siedzącego w drugiej ławce tuż za klasowymi kujonami.- To jest Jack. Mam nadzieje że miło go przywitacie, jest tutaj nowy. Hmm, już nawet wiem gdzie usiądziesz. Harry, zajmiesz miejsce- wstrzymała się na chwilę i ściszyła głos- Zuzanny. 
Nie mogłam w to uwierzyć. Nie będę koło niego siedzieć. Nie ma takiej opcji, nie zamierzam zastępować mojej najlepszej przyjaciółki kimś takim, wszyscy, tylko nie on. 
-A ty Jack usiądź koło Billa. 
Od razu posmutniałam, szatyn usiadł koło mnie bez słowa. 
Na przerwie podeszłam do pani Laury, była bardzo miła więc ją lubiłam.
-Mam pytanie
-Słucham- uśmiechnęła się 
-Widzi pani, do tych czas dzieliłam szafkę z Zu, nie wiem czy teraz mam szafkę sama, czy może ktoś zajmie jej miejsce? 
Mogłam nawet nie pytać, może by zapomniała. Zawołała Harrego, tego się obawiałam. 
-Harry, podejdź tu na chwilkę. Widzisz, mam prośbę, mógłbyś oddać Swoją szafkę Jackowi, a ty zajmiesz miejsce Zu? 
-Jasne- od razu na mojej twarzy było widać zdenerwowanie, nie wiedziałam jak opanować złość. Cały dzień nie odzywaliśmy się do Siebie, nie miałam ochoty nawet na niego patrzeć. Perfidnie zajął jej miejsce. Nie wiem, jak można być takim dupkiem, nie miał żadnych sprzeciwień. 
Na jednej z lekcji nawet nie słuchałam co mówi profesor, co do mnie nie pasowało. Można było powiedzieć, że byłam obecna ciałem, a dusza była gdzieś indziej. Znowu wspominałam, robiłam to cały czas. Co się ze mną dzieje? Nigdy taka nie byłam, to wszystko przez to co się stało. W klasie była duchota, jak to w lato. Nagle zawróciło mi się w głowie, i poczułam tylko jak ktoś mnie złapał.